Kiedy miałem 21 lat wyjechałem do USA i zostałem tam na jakiś czas. Poczułem wtedy smak prawdziwej wolności. Mogłem nareszcie w pełni decydować za siebie, robić, co chciałem i nikt ani nic mnie nie ograniczało – za wyjątkiem finansów oczywiście. W pewnym momencie dość poważnie pogubiłem się w tej wolności – wszystko, co złe i dobre pomieszało się. Straciłem z oczu to, co ważne, a życie zaczęły mi wypełniać chwilowe przyjemności. Był to dla dwudziestolatka bardzo dobry czas – próbowałem rzeczy, jakie dotąd były dla mnie nieosiągalne, poznawałem siebie w sytuacjach, które do tej pory istniały tylko w mojej wyobraźni. Wszystko to, po to, by na nowo się zdefiniować.

Kiedy patrzę na ten czas z perspektywy lat widzę dwie rzeczy:
Po pierwsze, aby siebie poznać, trzeba wejść w doświadczenie – samo słuchanie o nim i wyobrażanie sobie nie wystarczy. Dlatego jeśli masz dwadzieścia lat – doświadczaj życia we wszystkich konfiguracjach, później jest już trudniej 🙂 .

Po drugie – istniej takie zjawisko, jak paradoks wolności – jest to świadome, z własnej woli wejście w ograniczenia, które sami sobie stawiamy. Wtedy zaczynamy z wolności czerpać pełną garścią. Wtedy nasze doświadczenia ilościowe zmieniają się w jakościowe.

Share this article

Leave a comment